Anonim
Image
Głos studencki nabiera coraz większego znaczenia w wielu szkołach i instytucjach edukacyjnych na całym świecie - i całkiem słusznie. Zawsze popierałem ideę Freirejczyka, że ​​uczniowie muszą być przedmiotami własnej edukacji, a nie tylko przedmiotami, na które nauczyciele podejmują działania, jeśli naprawdę mają odnieść sukces, a na pewno istnieje prawdziwy ruch w kierunku edukacji skoncentrowanej na uczniach i głosu studenta bycie bardziej centralnym w szkołach.
Oczywiście istnieje wiele sposobów, w jaki głos uczniów może działać w szkołach, a Edutopia podzieliła niektóre z nich. Zobacz na przykład Priorytetyzowanie głosów studentów i zasobów dotyczących angażowania głosów studentów. Formy te często przybierają kształt rad studenckich, parlamentów studenckich lub innego rodzaju organu przedstawicielskiego, który pozwala uczniom uczestniczyć w procesie decyzyjnym ich szkoły. Oczywiście istnieje wiele różnic w poziomie głosu uczniów i mocy, jaką mogą faktycznie posiadać te ciała - często mogą być symboliczne, pozorne dla chęci uczniów do zaangażowania się, chociaż czasami szkoły działają bardzo z powodzeniem tam, gdzie uczniowie mają dużą moc - patrz na przykład Summerhill.
Ale jaką rolę powinni odgrywać uczniowie przy wyborze pracowników, którzy pracują w szkole? To właśnie widziałem ostatnio w wielu dyskusjach na Twitterze - i, co nie jest zaskoczeniem, wywołało wiele dyskusji. Kiedy uczyłem w Wielkiej Brytanii, na początku 2000 roku, nierzadko uczniowie byli zaangażowani w proces mianowania, zwłaszcza na wyższych stanowiskach w szkole, ale także dla nowych nauczycieli. Nauczyciele przeprowadzają rozmowę z dyrektorem szkoły i koordynatorem, a następnie prowadzą na przykład lekcję przed koordynatorem nauczania i uczenia się. Następnie musieliby stanąć na czele panelu wywiadu złożonego wyłącznie z uczniów - którzy zadawali pytania, które ich zdaniem pomogłyby im podjąć decyzję, czy dany nauczyciel jest odpowiedni dla szkoły.

To było dziwne doświadczenie - ale niekoniecznie złe. To, co pierwotnie mnie zaskoczyło, to to, jak bardzo opinie szkoły i uczniów były zgodne - często oboje zidentyfikowali tego samego kandydata do zatrudnienia - co, jak sądzę, sugeruje, że uczniowie często zasługują na więcej uznania za nauczanie i naukę niż są im dane.

Z drugiej strony widziałem dość mocne argumenty, że studenci nie odgrywają żadnej roli w tego rodzaju decyzjach. Do kierownictwa szkoły należy decyzja, kogo wyznaczyć, a każda taka decyzja jest poza zasięgiem zrozumienia dzieci. Znów też rozumiem ten punkt - w końcu, kto chciałby usłyszeć, że nie dostał pracy, ponieważ „Mała Sophie w 3. roku nie podobała ci się twoja postać”!

Rodzi to jednak kilka interesujących przemyśleń na temat roli studentów. Aby zainicjować dyskusję, oto kilka pytań, które chciałbym zadać w związku z tym procesem, gdyby jakikolwiek dyrektor szkoły lub administrator zastanawiał się nad jego wprowadzeniem.

1) Czy jasno określasz cel panelu rozmowy kwalifikacyjnej z uczniem?

Dlaczego to robisz? Czy wspierasz lub starasz się opracować podejście do szkolnictwa, w które zaangażowane jest więcej uczniów? Czy starasz się włączyć uczniów w życie szkoły? A może to tylko pole do zaznaczenia i artykuł do biuletynu?

2) Czy masz jasność co do mocy, jaką będą mieli studenci?

Czy uczniowie przyczyniają się tylko do ostatecznej decyzji, czy będą pełnoprawnymi partnerami? Z jednej strony składki są narażone na tokenizm, ale wydaje się, że pełnoprawni partnerzy znoszą odpowiedzialność, którą najlepiej pozostawić w rękach dyrektorów szkół.

3) Jakie przygotowania mieli uczniowie?

Nie ma sensu wrzucać uczniów do pokoju, aby przeprowadzał z kimś wywiad, jeśli nie wie, co robi. Zobacz to jako okazję do nauki. Poproś ich, aby zastanowili się, co według nich jest ważne dla nauczyciela, a następnie opracuj wokół nich pytania.