Anonim

Jeśli przeczytałeś moje wcześniejsze posty, zauważysz, że moim głównym tematem są ograniczenia i niebezpieczeństwa manii testowania wysokich stawek, która pochłania nasze szkoły. Zdaję sobie sprawę, że ten temat jest ograniczony i mam nadzieję, że w kolejnych postach podejmę inne obszary, ale w tym tygodniu zamierzam przejść do meta i spróbować wyjaśnić, dlaczego za każdym razem powracam do tego tematu.

Przez osiemnaście lat uczyłem przedmiotów przyrodniczych w Oakland i przez ostatnie trzy lata pracowałem jako trener nauczycieli. Kiedy rozpocząłem karierę pod koniec lat osiemdziesiątych, uczniowie wiosną każdego roku wiosną przystępowali do standardowych testów z matematyki i języka angielskiego, ai tak byliśmy zaniepokojeni wynikami testów. Uczestniczyliśmy w czymś zwanym Mid-City Writing Project, związanym z University of California w Berkeley's Bay Area Writing Project, w ramach którego zintegrowaliśmy różne formy pisania w całym programie nauczania.

Byliśmy zadowoleni, gdy wyniki uczniów wzrosły w kolejnych latach. Ale nie mieliśmy obsesji na punkcie tych wyników. Nasza szkoła nie była pod mieczem zamknięcia, jeśli nasze wyniki nie wzrosły. Zaangażowaliśmy się w pracę z uczniami, z którymi pracowaliśmy, i to była więcej niż wystarczająca motywacja, aby być kreatywnym i ciężko pracować, aby ich ekscytować i zaangażować się w naukę.

W następnej dekadzie mieliśmy dobrego dyrektora, który zatrudniał silnych nauczycieli i pracowaliśmy razem jako zespół. Zauważyliśmy, że nasze wyniki testów wciąż rosną, chociaż jako szkoła miejska z dużą populacją uczniów z ubogich gospodarstw domowych mieliśmy wyzwania. W latach 1999–2002 nasi studenci przychodzili do nas jako szóstoklasiści z niskim 30. percentylem, ale kiedy podeszli do egzaminów jako osiem równiarki po trzech latach z nami, przeszli do prawie 50. percentyla w porównaniu z innymi studentami w stanie.

Ale prawa, przed którymi stoimy, uległy zmianie. Dziesięć lat wcześniej inni uznaliby rosnące wyniki naszych uczniów za znak sukcesu. Ale w 2001 roku żadne dziecko nie pozostało. Postanowiono, że każda podgrupa w szkole musi się poprawić, albo rząd uzna szkołę za porażkę. Oczywiście chcieliśmy pomóc wszystkim naszym uczniom, ale byliśmy jedną z najbardziej różnorodnych szkół w mieście: mieliśmy białych, Afroamerykanów, Latynosów i Azjatów - żadna grupa nie stanowiła większości. Według NCLB, jeśli choć jedna z tych podgrup nie uległa poprawie, cała szkoła zawiodła.

W pierwszym roku tego reżimu nasze wyniki ogólnie wzrosły, a nasi studenci z Afroamerykanów poprawili się najbardziej. Ale nasi latynoscy studenci spadli o kilka punktów. Otrzymaliśmy dużą liczbę imigrantów, którzy słabo mówili po angielsku, ale musieli przystąpić do testu razem ze wszystkimi innymi - bez wymówek! W następnym roku nasze ogólne wyniki ponownie się poprawiły, ale wyniki naszych studentów z Azji i Ameryki, którzy już występowali na bardzo wysokim poziomie, pozostały takie same. Nie odmówili, ale też nie poprawili się, więc rząd po raz kolejny przeprowadził kontrolę naszej szkoły. Zaczęliśmy widzieć, że była to gra z zasadami, które nigdy nie pozwolą nam wygrać.

Chciałbym móc powiedzieć, że my, nauczyciele, wiedzieliśmy, że wykonujemy dobrą robotę, więc mogliśmy zignorować przygnębiające wieści, że z roku na rok „zawiedliśmy”. Chciałbym móc powiedzieć, że byliśmy w stanie zignorować wiadomości, które mówiły nam, że najważniejsze, co możemy zrobić, to podnieść wyniki testów, ponieważ wiedzieliśmy, że to nieprawda. Ale negatywność odbiła się na personelu.

W mojej byłej szkole wciąż są wspaniali, oddani nauczyciele. Ale dział naukowy, który pomogłem zbudować, już prawie zniknął - pozostał tylko jeden nauczyciel od czasu, kiedy tam pracowałem. Nie ma też wielu innych doświadczonych nauczycieli, którzy pomogli uczynić z niej silną szkołę. Szkoła jest teraz w czwartym „nieudanym” roku doskonalenia programu w ramach mandatu odpowiedniego rocznego postępu, a rząd mógłby go zdemontować w ciągu roku lub dwóch, jeśli wyniki nie ulegną poprawie.